FRANTZ, KELNER I MALEO


              Idąc tropem Roberta Brylewskiego i jego historii zawartej w  autobiografii „Kryzys w Babilonie”, sięgnęłam po książki muzyków, z którymi ten legendarny artysta współtworzył polską muzykę alternatywną. Tak się składa, że wielu z nich podzieliło się swoimi wspomnieniami z początków narodzin niezależnej sceny muzycznej, czyli z przełomu lat 80. i 90.

Postanowiłam porównać autobiografie trzech twórców: Tomasza Lipińskiego, Pawła Rozwadowskiego i Dariusza Malejonka, czyli „Frantza”, „Kelnera” i „Maleo”.

Zaznaczam, że żadnego z muzyków nie znam osobiście. Jedynie z Tomkiem Lipińskim zetknęłam się przelotnie, przywitaliśmy się, gdy występował w naszej filharmonii z reaktywowanym „Tiltem”. Nie dane mi było także poznać Dariusza Malejonka ani „Kelnera”, który zmarł w 2020 roku. Tekst ten nie ma więc zabarwienia osobistego.

Swoją drogą, po przeczytaniu książki Tomasza Lady „Zagrani na śmierć”, o życiu i śmierci uzależnionych od narkotyków trzech artystów warszawskiego undergroundu: perkusisty Janka Rołta, Skandala - wokalisty Dezertera, oraz Roberta Sadowskiego - gitarzysty, m.in. Houka i Kobonga, doszłam do wniosku, że w żadnym środowisku muzycznym nie ma tylu animozji, konfliktów i goryczy, co w światku artystycznym stolicy. I już miałam nie publikować tego tekstu, ponieważ, aby być w zgodzie ze sobą, musiałabym zweryfikować zawarte tam wypowiedzi, doszłam jednak do wniosku, że czytać go będą raczej osoby, które nie znają wymienionych muzyków i ich twórczości lub znają bardzo pobieżnie, a to, co napisałam pozwoli nieco przybliżyć ich sylwetki. Dlatego zmieniłam zdanie.

Najwcześniej swoje wspomnienia opisał Tomasz Lipiński. Jego autobiografia „Dziwny, dziwny, dziwny” w formie wywiadu-rzeki, przeprowadzonego przez dziennikarza Piotra Bratkowskiego, wyszła w 2005 roku. Paweł „Kelner” Rozwadowski swoją historię przedstawił w książce „To zupełnie nieprawdopodobne” (dostępnej także w formie cyfrowej) w 2012 roku, a opowieść Dariusza „Maleo” Malejonka „Urodzony, by się nie bać” została wydana cztery lata później.

Drogę artystyczną każdego z nich poznajemy bezpośrednio, a nie z relacji i materiałów zebranych przez dziennikarzy. Tym bardziej autentyczny powinien być obraz przedstawianego tu okresu.

Należy podkreślić, że wszyscy wymienieni artyści pochodzili z warszawskich inteligenckich rodzin. Ojcem Lipińskiego był znany rysownik Eryk Lipiński, mama była graficzką, szefową działu w czasopiśmie „Nowy Świat”. Rodzicami Pawła „Kelnera” Rozwadowskiego był wojskowy i nauczycielka. Jak pisze Brylewski w swojej autobiografii, jedynie w tym domu panowała dyscyplina. Natomiast tata Darka Malejonka pracował jako inżynier elektronik.

Drogi bohaterów tego tekstu przecinały się ze sobą. Wszyscy trzej zetknęli się z Robertem Brylewskim. W 1981 roku Lipiński stworzył z nim „Brygadę Kryzys”, której pierwsza faza działalności trwała niespełna rok i którą obaj dwukrotnie reaktywowali, chociaż twierdzili, że grupa nigdy nie zakończyła działalności. „Brygada” koncertowała później w latach 1991-1994 i 2003-2018, czyli do śmierci Roberta. W tym okresie, w 1992 roku, nagrała swój drugi studyjny album zatytułowany „Cosmopolis” (pierwszym była słynna „czarna Brygada” z 1981 roku). Po 1982 roku Tomek Lipiński krótko muzykował razem z Robertem, Pawłem Rozwadowskim i Jarosławem „Gruszką” Ptasińskim oraz – jak sam mówi  - z koleżanką, w zespole „Aurora”, by potem przez chwilę  jako „Gość w podróży” występować w powołanym przez „Afę” i „Kelnera” w 1983 roku „Izraelu”, zespole łączącym reggae z muzyką rockową. Paweł i Darek Malejonek grali tam także, choć w różnych okresach. „Kelner” odszedł z „Izraela” już w 1983 roku (w tym samym roku, w którym powstała grupa), ale zdążył jeszcze nagrać ich pierwszą płytę „Biada, biada, biada”. W 2006 roku dołączył do reaktywowanego zespołu i zarejestrował album „Dża Ludzie”. „Maleo” występował w tej formacji dziesięć lat, począwszy od 1985 roku oraz po reaktywacji grupy, od 2006 roku aż do śmierci Bryla. Malejonek, poza „Izraelem”,  grał z Brylewskim równolegle w „Armii”. Odszedł z „Armii” wcześniej niż Robert, bo w 1990 roku, ponieważ trudno mu było pogodzić granie w tym zespole z występami w zyskującym coraz większy rozgłos i uznanie „Houku”. W latach 1987-1992 oraz w 2007 roku „Kelner” i „Afa” tworzyli pionierski duet „Max i Kelner”, będący prekursorem sound systemingu w Polsce czy – jak chce Rafał Księżyk – rave’u. Zapisem tego eksperymentu, jak określił w jednym z wywiadów Robert, jest unikalna płyta „Tehno Terror” (1992), na której wykorzystano  sample i taneczne bity. W tym zespole Paweł był autorem melodeklamacji, „Afa” zaś dbał o stronę muzyczną.

                                          

Tomek „Frantz” Lipiński (ur. 1955)

Jeden z ważniejszych polskich muzyków sceny rockowej przełomu lat 70. i 80. wokalista, gitarzysta, kompozytor i autor piosenek. Lider i współzałożyciel zespołów „Tilt”, „Brygada Kryzys” i „Fotoness”.

„Dziwny, dziwny, dziwny” to, jak napisałam, wywiad-rzeka, który z Lipińskim przeprowadził dziennikarz i literat, nieżyjący już Piotr Bratkowski. Jest to w zasadzie rozmowa rówieśników (obaj urodzili się w 1955 roku), których łączą podobne przeżycia i  środowisko, w jakim się wychowali. Obaj mniej więcej w tym samym czasie debiutowali: Bratkowski jako poeta, Lipiński jako gitarzysta i autor tekstów „Tiltu” i „Brygady Kryzys”. Jednak rozmowa  obu panów skupia się bardziej na tle społeczno-politycznym epoki, w której przyszło im żyć, czyli od lat 70. do końca XX wieku. Być może dlatego, moim zdaniem, zbyt mało jest tu informacji na temat samej muzyki. W zamian otrzymujemy interesujący obraz rzeczywistości, którą poznajemy z perspektywy zarówno muzyka, jak i dziennikarza, który często dzieli się własnymi obserwacjami na dany temat. Czasami pozwala rozwinąć jakąś kwestię Lipińskiemu, nie ingerując w jej meritum. Tak jest na przykład w przypadku zwierzeń na temat stosowania różnych używek, głównie eksperymentów narkotycznych, czy jego wieloletniej walki z depresją, o której później często opowiadał w innych wywiadach. Bratkowski nie przekracza granicy intymności, prowadząc rozmowę delikatnie i z wyczuciem.

Z kolei Tomasz Lipiński opowiada wyczerpująco o swoim dzieciństwie i młodości, która nie była może (w porównaniu z innymi kolegami) bardzo buntownicza, ponieważ miał tolerancyjną i zapracowaną mamę (ojca poznał w wieku 9 lat i nie miał z nim codziennego kontaktu). Wiele osób zarzuca artyście, że nie dystansuje się od polityki. Wciąż wypomina mu się fakt, że autor piosenki "Nie wierzę politykom" zaśpiewał przed laty na konwencji Platformy Obywatelskiej. W związku z tym uważa się, że stracił już status muzyka niezależnego. Osobiście uważam, w przeciwieństwie do nieżyjącego Roberta Brylewskiego, że artyści, zwłaszcza ci mający większe audytorium, powinni zabierać głos w sprawach społecznych czy politycznych, jeśli sytuacja i czas tego wymagają.

Tytuł książki jest wieloznaczny. Nawiązuje bowiem do tytułu utworu „Tiltu”. Niektórzy dopatrują się też aluzji do postawy samego Lipińskiego, który często waha się, i jako artysta, i jako człowiek. Jak wiadomo, niedawno ukazała się pierwsza część napisanej przez niego autobiografii, która jest rozszerzeniem treści zawartych w poprzedniej książce. W przygotowaniu jest druga jej część, w której, jak zapewnia muzyk, więcej będzie o muzyce, o Robercie Brylewskim, o którego zawsze wypytują go dziennikarze (Robert to ikona, swego czasu bliski przyjaciel Lipińskiego, więc nie ma się czemu dziwić), i która będzie obejmowała okres od 1981 roku do końca XX wieku. Czy zatem będzie część trzecia? Who knows...?

Paweł "Kelner" Rozwadowski (ur. 1962)

Jeden z najważniejszych głosów polskiej sceny niezależnej lat 70. i 80. Wokalista, gitarzysta, uważany za jednego z najlepszych autorów tekstów w rodzimym punk rocku. Od końca lat 70. minionego wieku tworzył zespoły pierwszej fali polskiego punka: „Dexapolcort”, „No Price”, „Fornit”. Do legendy przeszła piosenka „Fornitu” "Lepsza kiła od IŁ-a", która w ironiczny sposób nawiązywała do samolotów radzieckiej produkcji. Za ten utwór formacja otrzymała zakaz działalności w PRL. Najpopularniejszym zespołem „Kelnera”, który przeszedł do historii muzyki alternatywnej, był „Deuter”, działający z przerwami do śmierci artysty w 2020 roku (ostatnia reaktywacja – 2001 rok). Rozwadowski czuł się przede wszystkim tekściarzem i poetą. Jego teksty były bezpośrednie, często stanowiły satyryczny komentarz do egzystencji, a te powstałe po 1989 roku - do nowej rzeczywistości.

„To zupełnie nieprawdopodobne” jest książką o wolności. I nie jest to powieść, raczej zwarte opowiadanie bez zachowania jedności miejsca, czasu i akcji. Jego świat przedstawiony to szara, peerelowska rzeczywistość lat 70. i 80. oraz - wcale nie lepsza - sytuacja w kraju po 1989 roku, czasie przełomu, gospodarki rynkowej i braku perspektyw na zmianę „status quo”. To wszystko widziane oczyma załoganta, artysty niepewnego jutra. Opowieść „Kelnera” składa się z ascetycznych obrazów, czasem nieskładnie następujących po sobie. Autor nie komentuje, nie moralizuje, pozwala faktom mówić. Pewnie dlatego tak bardzo oddziałują one na nasze emocje. A wszystko to w oparach „zioła”, które autor-narrator pali nader często.

„Kelner” na stu kilkunastu stronach w skondensowanej formie kreśli tu także swój autoportret wrażliwego obserwatora i romantyka. Mimo obecności otaczających go osób, mamy poczucie jego alienacji i osamotnienia. Z przedstawionego obrazu przebija smutek i przygnębienie. Wynika to być może z cech jego osobowości. Trudno powiedzieć, ile jest w utworze Rozwadowskiego prawdy o nim samym, a ile kreacji artystycznej. Wiadomo, że był skromnym, normalnym człowiekiem i - podobnie jak Robert Brylewski - nonkonformistą. To cena, jaką płaci się za niezależność.

Być może opowieść „Kelnera” miałaby swój dalszy ciąg i byłaby bogatsza, gdyby nie nagła śmierć przyjaciela – Piotra „Stopy” Żyżelewicza, wspomnianego już perkusisty kilku załóg nowofalowych oraz „Izraela”, „Armii” i „Voo Voo”, która stanowiła cios dla autora. Jest ona smutnym wydarzeniem wieńczącym książkę.

Darek „Maleo” Malejonek (ur. 1962)

Wokalista, gitarzysta, członek legendarnych zespołów: „Kultura”, „Moskwa”, „Izrael”, „Armia”, „Houk” oraz „2Tm2,3” i „Arka Noego”, założyciel i lider działającego wciąż „Maleo Reggae Rockers”.

„Urodzony, by się nie bać” to opowieść o trzydziestu pięciu latach kariery tego muzyka. Swoją narrację artysta rozpoczyna od stwierdzenia, że „urodził się w czepku”. I wszystko, o czym nam opowiada, jest tego potwierdzeniem.

Początkowo trochę chaotyczna i czasami pozbawiona chronologii forma tej opowieści mnie denerwowała. Porównywałam ją bowiem z rewelacyjnie napisaną autobiografią Roberta Brylewskiego, ułożoną po kolei w czasie i przestrzeni, precyzyjną w każdym calu. Ale  w miarę czytania zmieniłam zdanie. Książka podzielona jest na krótkie, zwarte i naszpikowane barwnymi historiami rozdziały. Zresztą, trzeba przyznać, że niektóre wydarzenia, które są udziałem artysty i jego kolegów muzyków, mogłyby posłużyć reżyserom za niezły scenariusz filmowy.

Dariusza Malejonka poznajemy najpierw poprzez historię jego rodziny, dzieciństwo i lata młodzieńcze, które, o dziwo, spędził w Moskwie, dokąd oddelegowano jego ojca, jak już wspomniałam, inżyniera elektronika. Potem nadeszły burzliwe czasy licealne już w Warszawie i pierwsze pasje teatralne, sportowe i muzyczne. Z nagraniami muzyki zachodniej zetknął się już w ZSRR, przyjaźniąc się z synem celnika, który rekwirował płyty na granicy.

Najwięcej uwagi poświęca „Maleo” poszczególnym zespołom, w których grał i tych, których był liderem, ważniejszym koncertom i oczywiście kolegom załogantom. Ciekawy jest wątek dotyczący żony Elżbiety. Artysta wspomina początki ich znajomości, zakochanie i szczęśliwe małżeństwo po dziś dzień, co coraz częściej jest rzadkością, nie tylko w środowisku artystycznym.

Sporo pisze też o autorskich projektach, które inicjował: „Morowe panny”, „Panny wyklęte” i „Panny wygnane”, do których zaprosił polskie wokalistki reprezentujące różne style i gatunki muzyczne.

Inne części wydawnictwa dotyczą egzotycznych podróży do Indii, na Jamajkę i do Afryki, dokąd muzyk wraz z żoną udał się na objazd misji chrześcijańskich. Jego nawróceniu i przemianie duchowej (wychował się w rodzinie ateistycznej) poświęcony jest w zasadzie tylko jeden rozdział. Nastąpiła ona m.in. pod wpływem spotkania z Davidem Piercem, Amerykaninem mieszkającym w Holandii, który był liderem muzycznego zespołu „No Longer Music” głoszącym słowo Boże (poświęca mu jeden z rozdziałów swojej autobiografii), a także w wyniku spotkań z zakonnikami i księżmi, którzy w mądry i przystępny sposób potrafili wyjaśnić zawiłości Biblii.  Muzyk wspomina, że jego zwrot ku religii katolickiej oraz prawicowe poglądy zostały bardzo źle przyjęte przez dotychczasowych przyjaciół i znajomych. Wielu z nich stracił, choć zyskał nowych.

Autor zwraca  także uwagę na  dwóch muzyków, którym poświęcił odrębne rozdziały.

Pierwszy, to Piotr „Stopa” Żyżelewicz, nieżyjący, niestety, legendarny perkusista „Kultury”, „Moskwy” „Brygady Kryzys”, „Armii”, „Izraela”,  „2Tm2,3” i „Voo Voo”, z którym łączyła go przyjaźń i wartości chrześcijańskie. Polecam film zatytułowany Piotr „Stopa” Żyżelewicz – człowiek i muzyk”, przygotowany przez portal dla perkusistów https://www.beatit.tv/. To nie tylko obraz człowieka ale i doskonałego muzyka. „Z rozmysłem nie użyliśmy tu słowa “perkusista”, ponieważ gra Stopy i jego sztuka perkusyjna to o wiele więcej niż podawanie rytmu i trzymanie tempa. Był to instrumentalista o przeogromnej palecie możliwości, który odnajdował się praktycznie w dowolnym gatunku muzycznym. Czy to punk, reggae, folk, jazz, rock, czy metal – w każdym wnosił swoje ponadprzeciętne umiejętności oraz rozpoznawalny styl i brzmienie (choćby werbla). Choć nigdy o to nie zabiegał, bez wątpienia należy On do panteonu polskiej perkusji i jesteśmy głęboko przekonani o tym, że będzie przez długie lata pamiętany i wspominany jako jeden z największych, najważniejszych i najbardziej utalentowanych spośród nas, również przez kolejne pokolenia bębniarzy.” (cyt.: https://www.beatit.tv/piotr-stopa-zyzelewicz).

 Zespół Armia w Stanclewie, w 1991 roku, w środku "Stopa", obok, po prawej: "Maleo" i "Brylu", po lewej: "Banan" (Krzysztof Banasik ) i "Budzy" (Tomasz Budzyński)

Drugim jest Piotr „Fala” Falkowski, także perkusista (gra też na gitarze i instrumentach klawiszowych), podpora zespołów "Sstil", „Deuter”, „Kult”, „Houk”, "Robot" i „Stan Zvezda” oraz założyciel i lider „Falarek Band”. Ta ostatnia formacja nagrała w 1995 roku znakomitą płytę „Falarek”, na której jako wokalista i autor tekstów wystąpił Robert Brylewski.

Niektóre opowieści o „Fali” są momentami tak nieprawdopodobne, że czasami trudno uwierzyć, iż wydarzyły się naprawdę. Rzadko, nawet wtedy, zdarzali się artyści z taką fantazją. Piotr został także oceniony przez innych muzyków jako jeden z lepszych perkusistów muzyki niezależnej (patrz: choćby opinie członków „Kultu” w książce „Kult Kazika” Leszka Gnoińskiego i samego Kazika). Był niezdyscyplinowany, i jak wspomina Malejonek, a potwierdza Robert Brylewski, często nie chciało mu się grać. Czasami nawet uciekał kolegom. Jak pisze „Maleo”, projektował i szył fajne ubrania ze skóry, a sam „Fala” w „ankiecie” w „Kulcie Kazika” dodaje do tego w rubryce „hobby”: „Maluję obrazki, piszę wiersze, gram muzykę (…)”. Niewątpliwie był (i jest nadal, mam nadzieję💚) postacią nietuzinkową. Tak czy owak, po pięciu latach wspólnego grania, z powodów jak wyżej, nastąpiło jego rozstanie z Houkiem. To dziwne, tym bardziej, że to nie Malejonek stworzył tę grupę. Szkoda! 

Osobny rozdział poświęcony jest narkotykom, które jako nieodłączny element rock’n’ rollowego życia, przewijają się przez większą część książki (ba, przez biografie wszystkich naszych bohaterów). Być może, gdy lepiej zgłębię to zagadnienie, kiedyś o tym napiszę osobny tekst, bardziej ku przestrodze niż z kronikarskiego obowiązku. 

                                                             *** 

Drogi Tomka Lipińskiego i tzw. mainstreamu, w przerwach między aktywnością estradową, często się przecinały. Jako jedyny z całej trójki pracował przez jakiś czas na etacie, najpierw w wytwórni muzycznej BMG Poland jako dyrektor ds. marketingu, potem jako redaktor naczelny magazynu Aktivist. Był także członkiem Rady Akademii Fonograficznej Związku Producentów Audio-Video. Od 2017 roku zasiadał w Stowarzyszeniu Autorów ZAiKS jako członek Zarządu Fundacji Music Export Poland. Obecnie mieszka w Sopocie, dokąd przeniósł się z Warszawy, i pisze drugą część swojej autobiografii. Nie wiem, czy czuje artystyczne wypalenie, czy dostrzega zmianę preferencji i gustów publiczności. W każdym razie mam wrażenie, że zamknął pewien rozdział swojego życia. Marzy, jak zdradził w którymś z radiowych wywiadów, o domku z ogródkiem, ciszy i spokoju, miejscu, gdzie będzie mógł medytować (jest buddystą) i hodować warzywa. 

Darek Malejonek jest spełnionym artystą, realizującym rozliczne pasje, wciąż tworzącym i wykonującym swoją muzykę, non stop koncertującym. Jak zwierza się w swojej autobiografii, jest także szczęśliwy zarówno, jeśli chodzi o życie prywatne, jak i i duchowe. W tym roku  obchodzi 40-lecie pracy artystycznej i ze swoim zespołem „Maleo Reggae Rockers” jest praktycznie stale w jubileuszowej trasie, która przeniesie się także na 2026 rok. 

Paweł Rozwadowski pozostał skromnym i bezpośrednim człowiekiem, który za swoją niezależność artystyczną zapłacił najwyższą cenę. Miewał problemy natury egzystencjalnej. Mimo że działał na rynku  prawie 40 lat, jego spuścizna muzyczna jest stosunkowo uboga. Brak jakichkolwiek zapisów jego działalności performatywnej. Gdyby nie wspomnienia Roberta Brylewskiego, pewnie nie dowiedzielibyśmy się o niej. Jako członek grupy „Izrael” wystąpił w dokumentalnym filmie z okresu stanu wojennego, zatytułowanym „I Could Live in Africa”, wyreżyserowanym przez Holendra Jacquesa de Koeninga. Inny film z 1993 roku, pt. „Dziecięce uczucia”, wyreżyserowany przez  nieżyjącego Leszka Winnickiego, jest zapisem występu „Maxa i Kelnera” w małej wiosce Gotki, na Warmii. W 1995 roku nagrał z zespołem „Dezerter”  płytę "Deuter" przypominającą najpopularniejsze utwory swojej grupy. Trzeba dodać też efemeryczny projekt z Brylewskim i przyjaciółmi „Kabaret Starszych Punków” z 2002 roku. Poza wymienionymi wyżej aktywnościami na polu artystycznym,  należy zauważyć album „Śmieci i diamenty” Deutera, wydany jesienią 2011 roku, wiersze publikowane w 2012 roku w kwartalniku FaArt oraz wieloletnią współpracę z Radiem Dla Ciebie. Ostatnie nagrania, jakich dokonał Rozwadowski także w 2012 roku, to utwory punkowych formacji w nowych aranżacjach zarejestrowane z zespołem „Szmata”.  Zmarł  na raka płuc. 

W tekście wykorzystano informacje zawarte w następujących materiałach:

1.       T. Lipiński, P. Bratkowski, Dziwny, dziwny, dziwny, wyd. I, The Facto Sp. z o.o., 2005

2.    P. Rozwadowski, To zupełnie nieprawdopodobne, wyd. I, Wydawnictwo Uniwersytetu  Warszawskiego, 2012

3.      D. Malejonek, M. Nierebińska, Urodzony, by się nie bać, wyd. I, Wydawnictwo Znak, 2016

4.      R. Brylewski, R. Księżyk, Kryzys w Babilonie. Autobiografia, wyd. II, Wydawnictwo Literackie, 2025

5.      Paweł Kelner Rozwadowski(Deuter): Autobiografia, wywiad dla www.xmania.tv, II 2013

6.      L. Gnoiński, Kult Kazika, wyd. I , In Rock, Poznań, 2000

7.     Piotr „Stopa” Żyżelewicz - człowiek i muzyk, w: portal dla   perkusistów  https://www.beatit.tv/piotr-stopa-zyzelewicz

8.      „I Could Live in Africa”, film dokumentalny, reż. J. De Koening, 1982

9.      “Dziecięce uczucia”, film dokumentalny, reż. L. Winnicki, 1993

10.   „Exodus”, film dokumentalny, reż. P. Konnak, 1995

11.   R. Księżyk, Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993, wyd. II, Wydawnictwo Czarne, 2024

12.  T. Lada, Zagrani na śmierć. Mroczne ścieżki polskiego undergroundu, wyd. I, Wydawnictwo Czarne. 2022


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

MŁODZI DYRYGENCI Z MŁODĄ ORKIESTRĄ

ZE SMYCZKAMI PRZEZ EPOKI

Sercem jestem zanurzony w jazzie…