MŁODZI DYRYGENCI Z MŁODĄ ORKIESTRĄ

 

Od maja 2015 roku, czyli od czasu, gdy w słupskiej filharmonii za dyrekcji Bohdana Jarmołowicza, odbył się Międzynarodowy Kurs Dyrygencki pod kierunkiem ikony dyrygenckiej pedagogiki, Maestro Jormy Panuli, nie uczestniczyłam w koncercie, w którym za pulpitem dyrygenckim stanęłaby tak duża liczba dyrygentów.

Pomysłodawcą wydarzenia, które odbyło się 21 maja b.r. w sali słupskiej filharmonii, był Maciej Banachowski, absolwent wydziału Dyrygentury, Jazzu i Edukacji Muzycznej w klasie profesora Bohdana Jarmołowicza Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy, twórca i dyrygent Słupskiej Sinfonietty, młodej orkiestry działającej do niedawna pod skrzydłami Polskiej Filharmonii „Sinfonia Baltica” im. Wojciecha Kilara, a obecnie pod patronatem Słupskiego Ośrodka Kultury. Idea koncertu opierała się na prezentacji dyrygentów aktualnie studiujących w bydgoskiej uczelni, którzy poprowadzili ten zespół przez meandry bardzo różnorodnych i niełatwych, zważywszy amatorski status orkiestry, utworów.


                                      Słupska Sinfonietta pod dyrekcją Agnieszki Kowalik

    Na obu stopniach studiów Dyrygentury symfoniczno-operowej jest  przedmiot pod nazwą praktyki orkiestrowe. Studenci pod okiem pedagoga, doświadczonego dyrygenta, uczą się dyrygować profesjonalną orkiestrą. To on przekazuje im merytoryczne wskazówki, koryguje błędy, poprawia mowę ciała, uczy jak pracować z orkiestrą, aby osiągnąć swój cel - przekonać zespół do swojej indywidualnej interpretacji. Zajęcia te mają jedną wadę – odbywają się bez udziału publiczności, czasami także bez obecności pozostałych kolegów. Od 11 lat przedmiot ten w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy prowadzi prof. Bohdan Jarmołowicz, wieloletni dyrektor Polskiej Filharmonii „Sinfonia Baltica” im. Wojciecha Kilara w Słupsku, doświadczony dyrygent, aranżer i kompozytor. Nic dziwnego, że to on podjął się opieki artystycznej nad koncertem. Maciej Banachowski, absolwent bydgoskiej uczelni w klasie Jarmołowicza, zorganizował koncert (a organizacyjnie i logistycznie było to niełatwe), a także przygotował dyrygentom orkiestrę - odbył z nią szereg prób, tak, aby każdemu z kapelmistrzów wystarczyła niewielka ich ilość.

Program koncertu został dobrany bardzo trafnie, ponieważ znalazły się w nim przeboje muzyki symfonicznej, operowej i operetkowej. Usłyszeliśmy więc zarówno utwory instrumentalne, jak i wokalno-instrumentalne z udziałem dwójki znakomitych solistów, absolwentów bydgoskiej Alma Mater: Weroniki Kober i słupszczanina Piotra Pastuszki.

W pierwszej części wystąpiło siedmioro studentów Dyrygentury symfoniczno-operowej I stopnia, czyli stopnia licencjackiego. Wszyscy zmierzyli się z utworami instrumentalnymi. Koncert zainaugurowała  Anna Rehmus, studentka II roku w klasie prof. dr hab. Piotra Sułkowskiego, która poprowadziła „Poloneza” Wojciecha Kilara z filmu „Pan Tadeusz”. Następnie zabrzmiały dwie kompozycje oparte na folklorze bałkańskim: „Taniec węgierski nr 1” Johannesa Brahmsa, którym zadyrygowała Katarzyna Chlebek z klasy prof. Wojciecha Michniewskiego, który był obecny na koncercie, oraz suita „Tańców rumuńskich” Beli Bartoka, które zabrzmiały pod batutą Wiktorii Gołębiewskiej, studiującej w klasie prof. dr hab. Piotra Sułkowskiego. Emilia Wierzbicka z klasy dr. hab. Szymona Steca poprowadziła orkiestrę w „Tańcu arabskim” z drugiej suity „Peer Gynt” Edwarda Griega, zaś pierwszy przedstawiciel płci męskiej, słupszczanin Michał Krawczun, zgłębiający swą wiedzę dyrygencką pod kierunkiem prof. Bohdana Jarmołowicza – w „Tańcu słowiańskim nr 1” z opusu 46. Antoniego Dworzaka. Tę część wieczoru zakończyli dwaj panowie: Marcin Kuczer, podopieczny prof. Michała Dworzyńskiego i Dominik Radoń, student prof. Wojciecha Michniewskiego. Pierwszy wybrał do programu efektowny „Taniec ognia” z baletu „Czarodziejska miłość” Manuela de Falli, drugi – „Taniec węgierski nr 5” Johannesa Brahmsa.

Wszyscy studenci ze swojego zadania wywiązali się znakomicie, prezentując wyrównany poziom wykonawczy. Mnie najbardziej podobała się Wiktoria Gołębiewska, której przypadły „Tańce rumuńskie” Bartoka w opracowaniu Macieja Banachowskiego. Utwór porywający, ale niełatwy. Charakteryzujący się zmiennym metrum. Młoda dyrygentka obdarzona dużym temperamentem, poprowadziła orkiestrę pewnie i z wyczuciem. Swoją interpretacją uwiodła publiczność. 

Drugą część koncertu, poza inaugurującym ją uwerturą z opery „Carmen” Georgesa Bizeta, którą zadyrygowała Emilia Jankowska (z klasy prof. Piotra Sułkowskiego), wypełniły akompaniamenty wspomnianym solistom: Weronice Kober i Piotrowi Pastuszce, w wykonaniu studentów II stopnia, czyli studiów magisterskich. Każdy ze studentów dyrygował dwoma utworami, przeważnie arią i duetem. Zadanie, przed którym stanęli młodzi dyrygenci w tej części wieczoru, było znacznie trudniejsze. Dyrygent bowiem musi uwzględnić obecność solisty, bądź solistów, dostosować się do jego temp, interpretacji, oczekiwań, powinien tak poprowadzić zespół, by całość była harmonicznie spójna.      

                                                       

     
Weronika Kober

Na program tej części złożyły się, poza wspomnianą uwerturą do opery „Carmen”, aria na sopran „O, mio babbino caro” z opery „Gianni Schicchi" Giacomo Pucciniego, w której orkiestrę poprowadziła także Emilia Jankowska. Następnie, Magdalena Cichoń z klasy prof. Henryka Wierzchonia, towarzyszyła wraz z orkiestrą Piotrowi Pastuszce w arii tenorowej „La donna e mobile” z opery „Rigoletto” Giuseppe Verdiego oraz w słynnym duecie „Libiamo” z opery „Traviata” tego samego kompozytora, w którym dołączyła Weronika Kober. Jakub Umolt, podopieczny prof. Wojciecha Michniewskiego, poprowadził orkiestrę w „Kupletach Barinkaya” z operetki „Baron cygański” Johanna Straussa (Piotr Pastuszka), a potem w akompaniamencie arii Królowej Nocy z opery „Czarodziejski flet” Mozarta, którą rewelacyjnie wykonała Weronika Kober. Ostatnią dyrygentką wieczoru była Agnieszka Kowalik z klasy prof. Piotra Sułkowskiego, która przygotowała aż trzy utwory. Tarantellę „Dziewczęta z Barcelony” z operetki „Clivia” Nico Dostala brawurowo zinterpretowała Weronika Kober. Potem zabrzmiał duet obojga solistów z operetki „Hrabina Marica” „Ach, jedź do Varashdin” oraz bis, którym okazał się popularny utwór „Usta milczą…” z operetki „Wesoła wdówka” Lehara. Soliści-wokaliści swoje partie, niektóre niełatwe, wykonali pewnie, świetnie aktorsko i na wysokim poziomie artystycznym. Z uwagą obserwuję rozwój Piotra Pastuszki, którego znam niemalże od dziecka. Śpiewał  w Chórze „Fantazja” Lilianny Zdolińskiej i wielokrotnie występował z powodzeniem jako młody solista. Teraz, po studiach, niesłychanie się rozwinął, nabył rutyny i jest dobrze rokującym śpiewakiem.   

                                                     Piotr Pastuszka

   Wszyscy adepci dyrygentury wypadli bardzo dobrze. Dyrygowali czujnie i uważnie, chociaż nie wszyscy odznaczali się jednakowym stopniem temperamentu. Tu muszę podzielić się pewną refleksją. Otóż, do niedawna zawód dyrygenta zarezerwowany był prawie wyłącznie dla mężczyzn. Poza Agnieszką Duczmal, z pewnością najpopularniejszą kobietą-dyrygentem w naszym kraju, działały jeszcze Agnieszka Kreiner w Lublinie i Ewa Michnik we Wrocławiu. Teraz na kierunkach dyrygentury symfoniczno-operowej w różnych uczelniach muzycznych, nie tylko w Polsce, dominują panie, a sukcesy, także międzynarodowe, takich dyrygentek jak Marzena Diakun, Monika Wolińska czy Ewa Strusińska tylko udowadniają, że „niemożliwe staje się możliwe”. Życzę więc młodym dyrygentkom, które uczestniczyły w koncercie, podobnych osiągnięć. Oczywiście, dyrygentom także.

Osobne wyrazy uznania należą się orkiestrze. „Słupska Sinfonietta”, jako się rzekło, to orkiestra amatorska. Tego wieczoru zmierzyła się z niełatwym i bardzo zróżnicowanym repertuarem. W dodatku pracowała pod dyrekcją aż jedenastu dyrygentów, z których każdy w inny sposób prowadził zespół. I z tej konfrontacji wyszła zwycięsko. Przede wszystkim, orkiestra „stroiła”, co nie jest normą nawet w profesjonalnych zespołach (tak!). Na uwagę zasługiwała grupa wiolonczel, której poziom był bardzo wyrównany, a brzmienie dojrzałe. Brawo! Szef „Słupskiej Sinfonietty”, Maciek Banachowski do sekcji dętej doangażowuje  niektórych instrumentalistów. Tu wyróżnić należy pierwszą oboistkę i jej solo w „Tańcu ognia” oraz w „Tańcu słowiańskim”, a także pierwszego klarnecistę, który zagrał pięknie partię solową w „Tańcach rumuńskich”.

                                         


                                Słupska Sinfonietta pod dyrekcją Macieja Banachowskiego                         

Koncert bardzo podobał się publiczności, czemu dała wyraz domagając się bisów. Z kuluarowych rozmów dowiedziałam się, że pobyt w Słupsku zwieńczony  koncertem przyczynił się do większej integracji młodych dyrygentów, którzy na co dzień uczestniczą przeważnie w zajęciach indywidualnych i często nie mają możliwości spotkania się, wymiany poglądów, a nawet uczestniczenia w życiu towarzyskim. Poza tym, taki koncert wprowadza element zdrowej rywalizacji, która tylko sprzyja rozwojowi artystycznemu młodych osób. Dobrze byłoby kontynuować tego rodzaju konfrontacje, bądź w formie podobnej prezentacji, bądź warsztatów dyrygenckich. Byłoby to z korzyścią nie tylko dla studentów dyrygentury, ale także dla naszej młodej orkiestry.

Wszystkim organizatorom ze Słupskiego Ośrodka Kultury, zwłaszcza Maciejowi Banachowskiemu, opiekunowi artystycznemu profesorowi Bohdanowi Jarmołowiczowi, Andrzejowi Zborowskiemu, prowadzącemu koncert jak zawsze profesjonalnie,  i przede wszystkim, wykonawcom należą się gratulacje i wyrazy uznania.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

ZE SMYCZKAMI PRZEZ EPOKI

Sercem jestem zanurzony w jazzie…