ZE SMYCZKAMI PRZEZ EPOKI

 


 

W sobotę, 5 marca odbył się w sali słupskiej filharmonii pierwszy w tym roku kalendarzowym koncert Słupskiej Sinfonietty, który poprowadził jej szef Maciej Banachowski.





    Słupska Sinfonietta to amatorska orkiestra założona w 2014 roku z inicjatywy tego młodego dyrygenta, absolwenta Państwowej Szkoły Muzycznej I i II st. w Słupsku w klasie gitary, oraz Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy w klasie dyrygentury symfoniczno-operowej prof. Bohdana Jarmołowicza. Skład orkiestry tworzy blisko 40 osób. Są to uczniowie i absolwenci PSM I i II st. w Słupsku, studenci instytutu muzyki Akademii Pomorskiej w Słupsku, muzycy zawodowi oraz - okazjonalnie - studenci uczelni muzycznych. Od 2017 r. orkiestra otrzymuje wsparcie finansowe Miasta Słupska. Opiekę artystyczną i merytoryczną nad orkiestrą do końca 2021 roku sprawowała Polska Filharmonia Sinfonia Baltica im. Wojciecha Kilara. Od prowadzącego koncert dowiedzieliśmy się, że od marca tego roku orkiestra będzie działać w strukturach Słupskiego Ośrodka Kultury. Nie bardzo rozumiem, kto i dlaczego podjął taką decyzję. Przecież fakt, że młodzi ludzie muzykują pod skrzydłami filharmonii tylko dodaje splendoru profesjonalnej instytucji.

Orkiestra ma na swoim koncie liczne koncerty w Słupsku, a także poza nim, w popularnym i klasycznym repertuarze. Muzyka tradycyjna w ujęciu symfonicznym znalazła swoje odzwierciedlenie na pierwszym albumie dwupłytowym zespołu, na który składają się kolędy z całego świata.       

Wybrany przez dyrygenta program koncertu był urozmaicony. Każdy z utworów należał do innej epoki muzycznej. Tym razem orkiestra została ograniczona do składu smyczków. Na wstępie dwie solistki, Anna Domska i Jagoda Kosicka wykonały pochodzący ze zbioru L’estro armonico (op. 3) Koncert a-moll na dwoje skrzypiec nr 8 Antonia Vivaldiego. Został on opublikowany w Amsterdamie w 1711 roku i wchodził w skład pierwszej kolekcji koncertów, jaka ukazała się drukiem. Koncert ten jest jednym z najpopularniejszych utworów Vivaldiego. Ze względu na jego akademicki charakter, jest jednym z najczęściej wykonywanych przez uczniów szkół muzycznych koncertem barokowym.

Podczas piątkowego wieczoru zaprezentowały go dwie uczennice Państwowej Szkoły Muzycznej I i II st. w Słupsku. Anna Domska uczy się pod kierunkiem Agnieszki Rajskiej. Gra w Słupskiej Sinfonietcie oraz w zespole kameralnym w Lęborku. Wcześniej była członkiem Lęborskiej Orkiestry Kameralnej.  W ostatnim czasie wzięła udział w koncercie Młode talenty w amuz, organizowanym przez Akademię Muzyczną im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku. Druga solistka, Jagoda Kosicka od trzech lat uczy się pod kierunkiem Piotra Macha, koncertmistrza orkiestry słupskiej filharmonii. Swoje umiejętności doskonali na warsztatach skrzypcowych u profesorów z Gdańska, Poznania i Katowic. Od 2019 roku gra w Słupskiej Sinfonietcie, a od roku 2020 pełni również rolę koncertmistrza. W grudniu ubiegłego roku wzięła udział w projekcie Od Marii Szymanowskiej do Marii Dziewulskiej. Kobieca historia muzyki klasycznej XIX i XX wieku. Obie skrzypaczki wykonały utwór Vivaldiego z największą starannością i skupieniem, realizując wszystkie założenia dyrygenta. Czuło się wzajemne porozumienie między solistkami a orkiestrą i dyrygentem, dzięki czemu całość była bardzo spójna.




Ostatnią pozycją przed przerwą była popularna Serenada G-dur „Eine kleine Nachtmusic” KV 525 Wolfganga Amadeusza Mozarta. Utwór napisany przez kompozytora w 1787 roku należy już do epoki klasycyzmu. Mówi się, że dobrą orkiestrę poznaje się po tym, w jaki sposób wykonuje muzykę Mozarta. Jego kompozycje są finezyjne, wdzięczne w percepcji, ale wbrew pozorom niełatwe dla muzyków. Niewątpliwie serenada Eine kleine Nachtmusik jest arcydziełem  i zarazem jedną z najpopularniejszych kompozycji artysty. Utwór lekki, łatwy i przyjemny zawiera liczne pułapki, których i tu nie udało się uniknąć. Jednak dobrze się stało, że ta młoda orkiestra zmierzyła się z kompozycją najpopularniejszego z klasyków wiedeńskich. W przyszłości będzie wiadomo, na jakie zagadnienia techniczne, artykulacyjne i interpretacyjne należy zwrócić uwagę.

Po przerwie usłyszeliśmy dwa utwory: Suitę św. Pawła (Saint Paul’s Suite) Gustava Holsta i Trzy utwory w dawnym stylu Henryka Mikołaja Góreckiego.

Suita Świętego Pawła Gustava Holsta to wprawdzie dzieło dwudziestowieczne (powstało w 1913 roku), ale mocno osadzone w tradycji muzyki dawnej. Holst napisał utwór w celach pedagogicznych, dla prowadzonej przez siebie szkolnej orkiestry. Istnieje kilka hipotez na temat tytułu: jedna z nich mówi, że kompozycja zaczerpnęła swą nazwę od miejsca, w którym Holst poślubił swoją żonę Isobel. Jednak bardziej prawdopodobne jest jej pochodzenie od usytuowania Szkoły Św. Pawła – Brook Green w londyńskiej dzielnicy Hammersmith. Ten przyjemny dla ucha, żywy utwór nie jest technicznie trudny, ale za to wyrafinowany muzycznie. Taneczne części utworu, w których odbija się echo angielskiego folkloru, są dziś chętnie grywane przez zawodowe zespoły na całym świecie. Sinfonietta wykonała tę kompozycję z precyzją i wyczuciem, ukazując całe jej piękno.

Trzy utwory w dawnym stylu, skomponowane w 1963 roku, to krótka, bo dziesięciominutowa, kompozycja zmarłego przed dwunastoma laty Henryka Mikołaja Góreckiego. Już sam jej tytuł sugeruje nawiązanie do stylu dawnych epok. Elementy archaizujące, w których kompozytor nawiązuje do tradycji historii muzyki, zaczęły pojawiać się w jego twórczości w latach 60. Jedna z pieśni o życiu Króla Zygmunta Augusta, mówiąca o weselu króla, została wykorzystana w trzecim z Trzech utworów. Oprócz elementów archaicznych pojawia się też pierwiastek ludowy - utwór drugi jest właściwie wiejskim tańcem. Kompozycja składa się z wysmakowanych stylizacji renesansowych melodii, bez śladu dodekafonii czy brzmieniowej agresji, charakterystycznych dla wcześniejszej twórczości Góreckiego, za to z wyraźną linią melodyczną i żywą rytmiką. Klimat kompozycji orkiestra oddała grając stylowo i z właściwą intonacją.

Staram się uczestniczyć we wszystkich koncertach Słupskiej Sinfonietty, zwłaszcza tych, na których wykonuje się utwory klasyczne. Śledzę też poczynania dyrygenta Macieja Banachowskiego. Obserwowałam go podczas jego obu dyplomów (I i II stopnia), które odbyły się w sali filharmonii ze słupską orkiestrą. Byłam na kilku koncertach, w których prowadził orkiestrę Polskiej Filharmonii Sinfonia Baltica (ostatnio, niespełna miesiąc temu, na koncercie poświęconym utworom z repertuaru grupy The Beatles). I muszę podzielić się refleksją, że na przestrzeni lat dyrygent ten w znacznym stopniu rozwinął swoje umiejętności. Dyryguje precyzyjnie i czytelnie, realizując zapis nutowy. Jest skupiony i zdyscyplinowany. Pod jego batutą muzycy grają precyzyjnie i z właściwą intonacją, co nie jest tak powszechne. Czuje się także, iż orkiestra i dyrygent odnajdują wspólne porozumienie, niezbędne do osiągnięcia zamierzonego, jak najlepszego rezultatu. To duża umiejętność, którą Maciej Banachowski już posiadł.

Jeśli chodzi o Słupską Sinfoniettę, nie sposób nie zauważyć, że zespół ten pod batutą Banachowskiego  poczynił spore postępy. Coraz śmielej i pewniej wykonuje tzw. muzykę poważną. Aby dojść do większej precyzji, orkiestra powinna częściej sięgać po taki repertuar. Oczywiście, jest jeszcze sporo niedociągnięć i niedoskonałości, głównie jeśli chodzi o technikę wykonania. Ale pamiętajmy, że jest to orkiestra amatorska, która składa się z uczniów lub absolwentów średnich szkół muzycznych, z których większość, o ile wiem, nie ma zamiaru zajmować się muzyką zawodowo.

Na uwagę zasługuje też „słowo o muzyce”, które wygłaszał przed każdym utworem Bartosz Wiśniewski, na co dzień nauczyciel Państwowej Szkoły Muzycznej w Słupsku. Być może było ono dla mniej wyrobionej publiczności nieco za długie, ale prelegent zawarł w nim cenne informacje nie tylko na temat danej kompozycji, ale także naświetlił tło epoki i miejsce w niej kompozytora. Słuchało się tego wywodu z zainteresowaniem, co także wpłynęło na ogólną bardzo dobrą ocenę tego koncertu.

                                                                                           

                                                                                               Joanka

P.S. Zdjęcia: Konrad Janicki

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

MŁODZI DYRYGENCI Z MŁODĄ ORKIESTRĄ

Sercem jestem zanurzony w jazzie…