POSZUKIWANY AL PACINO

 

                 






             Gdy po raz pierwszy zobaczyłam go w filmie „Narkomani” Jerry’ego Schatzberga (oryginalny tytuł: „The Panic in Needle Park”) w 1971 roku, zdałam sobie sprawę, że na aktorskim firmamencie pojawił się ktoś wyjątkowo utalentowany. Ale to Kitty Winn, ekranowa partnerka Ala Pacino, bo o nim mowa, otrzymała Złotą Palmę w Cannes i kilka innych nagród, a jego znakomita rola została prawie niezauważona. Teraz nikt już o Kitty Winn nie pamięta, a Pacino wszedł do panteonu legendarnych aktorów amerykańskich, takich choćby, jak jego idol z młodości, Marlon Brando.

             W Święta kanał „Ale kino+” wyemitował dokumentalny film o aktorze, zatytułowany „W poszukiwaniu Ala Pacino” (oryginalny tytuł: „Al Pacino. Le Bronx et la fureur” – „Al Pacino. Bronx i furia”) w reżyserii Francuza Jeana-Baptisty Péretié. Dokument ujrzał światło dzienne w 2021 roku i - trzeba przyznać - zawiera wiele nieznanych i interesujących faktów z życia artysty.           

           Swoją aktorską drogę rozpoczął od teatru. Najpierw były to kursy aktorskie i praca w teatrze eksperymentalnym, dla którego porzucił liceum, podejmując się różnych prac na Manhattanie. Tam też odkrył i gruntownie zgłębił dramaty Szekspira. Wcześniej, dzięki mamie bileterce, spędzał całe dnie w kinie, poznając ówczesny repertuar filmowy. W wieku 26 lat, za drugim podejściem, dostał się do słynnego Actors Studio Lee Strasberga. Tej samej szkoły, do której uczęszczali m.in.: Marilyn Monroe, Brando i James Dean. Założyciel szkoły stał się wkrótce jego mentorem, a nawet kimś więcej – zastępował mu ojca, którego nie pamiętał. Tam także poznał Johna Cazale’a,  starszego o kilka lat aktora, z którym połączyła go przyjaźń, role teatralne, i z którym później zagrał m.in. w dwóch pierwszych częściach „Ojca Chrzestnego” (Cazale wcielił się w rolę Fredo, przyrodniego brata głównego bohatera).




             W 1971 roku mało znany wówczas reżyser Francis Ford Coppola zaproponował mu rolę Michaela Corleone w ekranizacji powieści Mario Puzo „Ojciec Chrzestny”. Nie obyło się bez protestów producentów, którzy w tej roli widzieli Roberta Redforda lub Ryana O’Neila, a wiec aktorów o bardziej „amerykańskiej” fizjonomii. Po premierze filmu, musieli przyznać rację Coppoli, że dokonał wyjątkowo trafnego wyboru. Obraz ten otworzył Pacino drogę do świata kina. Posypały się następne propozycje ciekawych, głównych ról: „Serpico”, „Strach na wróble” (tu partnerował mu Gene Hackman), „Ojciec Chrzestny II”, „Pieskie popołudnie”, „Bobby Deerfield”, „…I sprawiedliwość dla wszystkich”, „Człowiek z blizną”, „Autor, autor”, „Rewolucja” oraz „Zadanie specjalne”. O tym ostatnim filmie Pacino nie chce rozmawiać. Jest to film o agencie policji, który infiltruje środowisko nowojorskich homoseksualistów, udając jednego z nich, aby wyjaśnić serię licznych morderstw. Film ten m.in. ze względu na drastyczne sceny sado-maso, spotkał się z protestami środowisk LGBT. Krytyka także przyjęła go niechętnie. Poza tym, aktor czuł się w tej roli, o którą przecież zabiegał, bardzo niekomfortowo. Po filmie „Rewolucja” na cztery lata wycofał się z aktorstwa, by powrócić na deski teatralne. Odmieniony, podchodzący do zawodu już nie tak emocjonalnie, został dobrze przyjęty w „Morzu miłości”. Zagrał też w III części „Ojca Chrzestnego” (1989). W 1992 roku, po siedmiu nominacjach do Oscara za udział we wcześniejszych filmach ( m.in. za rolę w „Ojcu Chrzestnym II”), odebrał upragnioną statuetkę za rolę emerytowanego, niewidomego oficera armii amerykańskiej w „Zapachu kobiety”. W oscarowej mowie nawiązał do miejsca swojego pochodzenia - nie cieszącej się dobrą sławą nowojorskiej dzielnicy Bronx.




Swoją drogą, niezbadane są „wyroki” Akademii. Na Oscara zasługiwały już przecież  jego wcześniejsze role. Podobnie było z Leonardem DiCaprio, który dużo wcześniej przed „Zjawą” (w mojej ocenie, kiepskim filmem) powinien był zostać wyróżniony tym cennym trofeum. Reżyser Martin Scorsese wprawdzie otrzymał Oscara za całokształt twórczości w 1997 roku, ale za reżyserię nagrodzony został dopiero 10 lat później za „Infiltrację”. Wcześniej wyreżyserował znakomitego „Taksówkarza” (1976), „New York, New York” (1977), „Wściekłego Byka” (1980), „Ostatnie kuszenie Chrystusa” (1988), „Chłopców z ferajny” (1990), by wymienić tylko kilka obrazów powstałych przed 1997 rokiem.

Na szczęście, w dokumencie unika się zagłębiania w życie uczuciowe aktora. Reżyser robi wyjątek jedynie dla Marthe Keller, szwajcarskiej aktorki, którą Pacino poznał na planie „Bobby Deerfield” i z którą związał się na kilka lat. O pozostałych kobietach w życiu artysty, poza matką, nie ma ani słowa. Péretié skupia się na stronie zawodowej jego życiorysu. Film ma dwóch narratorów zza kadru: pierwszym jest lektor, drugim - sam Pacino.

„W poszukiwaniu Ala Pacino” opowiada także o niepewności, depresji i lękach po nakręceniu każdego filmu, które pomogły aktorowi ukoić alkohol i inne używki. Po przebyciu terapii odwykowej i wspomnianej przerwie od gry na dużym ekranie, zmieniło się jego podejście do zawodu. Pogodził się ze statusem gwiazdy i przestał spalać się w kolejnych rolach.

Poza tym, od połowy lat 90. jest cały czas obecny na wielkim ekranie, tworząc wybitne kreacje. „Gorączka”, w której zagrał z Robertem De Niro (1995), „Donny Brasco” i „Adwokat diabła” (1997),  „Informator” (1999),  „Bezsenność” (2002),  „88 Minut” (2007)  „Phil Spector” (2013), „Idol” (2015), „Irlandczyk” i „Pewnego razu…w Hollywood” (2019), a ostatnio, „Dom Gucci” ( 2021), to tylko niektóre obrazy warte obejrzenia ze względu na jego grę.

W 2001 roku Al Pacino otrzymał honorowy "Złoty Glob" dla twórców, którzy swymi osiągnięciami artystycznymi na trwałe wpisali się w historię kina. Znalazł się także na czwartym miejscu listy aktorów wszech czasów, która opublikowana została w magazynie "Empire". Bowiem wkład Ala Pacino w rozwój światowego aktorstwa jest niezaprzeczalny. Ma na swoim koncie koło 60 ról filmowych, z czego większość to role wybitne. Pacino znakomicie wyraża emocje na ekranie. Nieważne, czy bohaterem jest gangster, policjant czy zmęczony życiem artysta. Za środek wyrazu często wystarcza jego magnetyczne spojrzenie. Poza tym, to on utorował drogę innym amerykańskim aktorom pochodzenia włoskiego: Robertowi De Niro, Johnowi Travolcie, Sylvesterowi Stallone czy Johnowi Peschi.

Na końcu filmu został wyemitowany fragment talk-show „Za drzwiami Actors Studio”  znanego amerykańskiego dziennikarza Jamesa Liptona, w którym ten zadaje Pacino  pytanie z popularnej ankiety: „Jeśli Bóg istnieje, co chciałbyś usłyszeć u bram Raju?”. Aktor odpowiedział: „Próby zaczynają się jutro o 15.00”. Bowiem to teatr, a nie film, jak błędnie sądzilibyśmy, był i jest jego największą miłością. Swoją sławę wykorzystuje do jego popularyzacji. Poświęcił kilka lat na stworzenie dokumentu o „Królu Ryszardzie III” Szekspira, który jest pochwałą aktorstwa teatralnego. W 2004 roku wcielił się w postać Shylocka w ekranizacji „Kupca weneckiego”, a w minionym roku w Króla Leara w filmie pod tym samym tytułem, zrealizowanym na podstawie dramatu mistrza ze Stratfordu. 

Czym jeszcze nas zaskoczy ? Sama chciałabym wiedzieć.

                                                                                           Joanka

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

MŁODZI DYRYGENCI Z MŁODĄ ORKIESTRĄ

ZE SMYCZKAMI PRZEZ EPOKI

Sercem jestem zanurzony w jazzie…