DYPLOMANT NA PIĄTKĘ Z PLUSEM



Muzycy  orkiestrowi  powiadają żartobliwie, że nie ma złych orkiestr, są jedynie kiepscy dyrygenci. Koncert dyplomowy Macieja Banachowskiego, który odbył się w Słupsku w siedzibie Filharmonii 25 września b.r. z udziałem orkiestry Polskiej Filharmonii Sinfonia Baltica, jest dowodem na to, iż rzeczywiście wiele zależy od dyrygenta.

Maciej Banachowski jest słupszczaninem i absolwentem studiów I stopnia na kierunku dyrygentura symfoniczna i operowa, na Wydziale Dyrygentury, Jazzu i Edukacji Muzycznej Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy w klasie profesora Bohdana Jarmołowicza, byłego dyrektora słupskich filharmoników ( 30 lat ! ).

Koncert, w którym miałam przyjemność uczestniczyć, był jego egzaminem dyplomowym, wieńczącym studia II stopnia na tej samej uczelni, na tym kierunku i w klasie tego samego profesora. Program składał się z trzech utworów romantycznych: Uwertury fantastycznej Bajka Stanisława Moniuszki, cyklu Pieśni Mieczysława Karłowicza w instrumentacji dyplomanta i IV Symfonii d-moll op.120 Roberta Schumanna.

Uwertura koncertowa Bajka jest utworem stosunkowo często wykonywanym przez polskie orkiestry. To jedna z trzech instrumentalnych kompozycji symfonicznych twórcy opery narodowej, mająca  duże znaczenie dla powstania późniejszej formy poematu symfonicznego. Utwór przepiękny, melodyjny, o znacznym ładunku emocjonalnym. Moniuszko zastosował w nim różne pomysły instrumentacyjne, wykorzystując tym samym możliwości artykulacyjne, melodyczne i kolorystyczne poszczególnych instrumentów.  Dyrygent wszystkie te czynniki umiejętnie wykorzystał i pokazał, dyrygując pewnie, ukazując całe bogactwo dźwiękowe i piękno utworu.

Po kilkunastominutowej uwerturze nastąpiło prawykonanie cyklu Pieśni Mieczysława Karłowicza, a więc, wczesnych utworów kompozytora, należących do literatury późnego romantyzmu. Pieśni w oryginale zostały skomponowane na głos i fortepian. Kompozytor w przeciągu zaledwie roku napisał ich 29. Do naszych czasów ocalały 22 pieśni, pozostałe 7 zaginęło gdzieś w zawierusze wojennej.

Maciej Banachowski spośród 22 wybrał 17 pieśni, które zinstrumentował na orkiestrę symfoniczną, a do wykonania partii solowych zaprosił absolwentkę wydziału wokalnego Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, Natalię Łęt. Wokalistka ta dała się poznać słupskiej publiczności podczas wspomnianego egzaminu  licencjackiego Banachowskiego, śpiewając mezzosopranową partię solową w suicie baletowej Czarodziejska miłość ( El Amor brujo) Manuela de Falli.

Pierwotnie, zamysłem autora opracowania było powierzenie partii wokalnych głosowi żeńskiemu i męskiemu. Jednakże, śpiewak zrezygnował z udziału w przedsięwzięciu. Wówczas Natalia Łęt nauczyła się wszystkich wybranych pieśni. Artystka obdarzona delikatnym mezzosopranem, wywiązała się z tego zadania znakomicie, zważywszy niełatwą materię muzyczną. Większość utworów zostało skomponowanych do tekstów Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Śpiewaczka w sugestywny sposób przekazała treść poezji i jej pełen ciepła nastrój. Natomiast Maciej Banachowski dokonał trudnej sztuki zinstrumentowania muzyki Karłowicza (nie mylić z aranżacją !) - opierając się na partii fortepianu, opracował ją  na skład pełnej orkiestry symfonicznej. Zrobił to pomysłowo, korzystając  z  bogatego instrumentarium. Dzięki umiejętnemu nagłośnieniu  (Oskar Tracz), przy pomocy którego oszukuje się, bardzo niewdzięczną dla muzyki klasycznej, akustykę sali słupskiej Filharmonii, rozpoznać można było i dzwonki, i triangel, i dzwony rurowe i wiele innych delikatnie brzmiących instrumentów, które zwykle są słabo słyszalne. Każda pieśń została zinstrumentowana w inny sposób. Orkiestra poddała się temu niezwykłemu klimatowi, grając czujnie i spokojnie w partiach piana, ożywiając się w częściach bardziej eksponowanych.

Po przerwie usłyszeliśmy IV Symfonię d-moll op. 120 Roberta Schumanna, jedną z czterech symfonii napisanych przez tego kompozytora. Została ona skomponowana w 1841 roku jako druga w kolejności. Jednakże po 10 latach Schumann dokonał istotnych i satysfakcjonujących go zmian, stąd taka numeracja. Utwór należy do najpiękniejszych kompozycji literatury romantycznej. Jak prawie każda symfonia, składa się z czterech części, przy czym wszystkie następują po sobie attaca, czyli bez przerwy. Jest pełna radości i optymizmu, ponieważ została skomponowana w szczęśliwym okresie życia Schumanna, wkrótce po zawarciu ślubu z ukochaną Klarą Wieck.

Kompozycja ta zawiera pułapki i stwarza wiele problemów dyrygentom. Dlatego często jest omawiana na studiach dyrygenckich oraz wybierana jako przedmiot egzaminu. Ambitni studenci poczytują sobie za punkt honoru dyrygowanie najważniejszym utworem na egzaminie dyplomowym bez partytury. Tak było też i tym razem. Maciej Banachowski dyrygował pewnie, czytelnie przekazując intencje kompozytora orkiestrze. Ta zaś grała czujnie i z dużym zaangażowaniem. Przypomniały mi się dawne czasy, gdy słupski zespół brzmiał podobnie jak tego wieczoru - precyzyjnie i dokładnie. Instrumenty dęte stroiły, a każda nuta była zagrana, tak jak zapisał ją kompozytor. Ów nastrój radości i żywiołowości, którym przepełniony jest utwór, został znakomicie oddany przez dyrygenta i orkiestrę. Ładne solo na skrzypcach w trzeciej części Symfonii zagrał koncertmistrz zespołu, Piotr Mach. Pięknie grał I obój (Iwona Przybysławska) oraz I i II flet, a także blacha, szczególnie trąbki. Oczywiście, nie obyło się bez drobnych mankamentów, ale nie były one bardzo istotne dla ogólnego wrażenia i obrazu całości. Tak to już jest z muzyką na żywo, pewnych błędów się nie uniknie, zwłaszcza, gdy dochodzi stres egzaminacyjny.

Maciej Banachowski, jak już powiedziano, jest wychowankiem dyrygenta prof. Bohdana Jarmołowicza, który całą swoją wiedzę praktyczną i teoretyczną przekazał  studentowi. Można to było zauważyć w opanowaniu warsztatu, jakim już teraz dysponuje dyplomant – w technice manualnej, precyzji i czytelności dyrygowania, egzekwowania zapisu nutowego od muzyków orkiestry. To było widać, słychać i czuć.

Gospodarzem wieczoru był nieoceniony Andrzej Zborowski, który przybliżył publiczności genezę i tematykę prezentowanych utworów oraz sylwetki wykonawców. Miłym akcentem było wystąpienie Pani Prezydent Słupska, Krystyny Danileckiej-Wojewódzkiej. Podziękowała ona orkiestrze i młodemu dyrygentowi oraz wręczyła mu dyplom i portret autorstwa słupskiego artysty Wojciecha Stefańca. Publiczność zaś zgotowała wykonawcom standing ovation.

Jak się dowiedziałam, komisja egzaminacyjna oceniła wysiłki studenta pozytywnie. Maciej Banachowski otrzymał wysoką notę 25 punktów. Aby uzyskać tytuł magistra sztuki, pozostaje jeszcze obrona pracy pisemnej. Ocena na dyplomie jest średnią, którą oblicza się, dodając punktację z egzaminu praktycznego, pomnożoną  razy trzy,  do oceny z egzaminu pisemnego, a potem sumę punktów dzieli się przez cztery.

Życzę więc Maćkowi zdobycia jak najszybciej kolejnego stopnia w  muzycznej edukacji i wielu sukcesów artystycznych!

 

 

Słupsk, 26.09.2020 r.

Komentarze

  1. Byłam, słuchałam i oklaskiwałam. Maciejowi Banachowskimu wróżę dużą karierę i życzę szczęścia. Może nawet "przerośnie" Mistrza, ale z tego profesor Bohdan Jarmołowicz powinien być zadowolony 😊 H. Ch.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby poświęcił się muzyce klasycznej, bo tylko wówczas będzie mógł zdobyć jakąś pozycję w tzw. branży.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

MŁODZI DYRYGENCI Z MŁODĄ ORKIESTRĄ

ZE SMYCZKAMI PRZEZ EPOKI

Sercem jestem zanurzony w jazzie…